Sierpniowe wypady rowerowe po Wrocławiu

Mniej więcej tydzień temu staliśmy się dumnymi posiadaczami Qeridoo Sportrex 2 – rowerowej przyczepki dla naszych pociech. Z perspektywy przejechanych prawie 100km, zdecydowanie nie żałuję podjętej decyzji. O różnicach przyczepek dostępnych na rynku pisał nie będę, bo wielu blogerów już to zrobiło. Jakoś nie mam ochoty wchodzić w techniczną specyfikację sprzętu, nie tym razem. Napiszę jedynie, że wydatek rzędu 1700zł to zdecydowanie optymalny koszt za taką przyjemność, a wydanie dodatkowych 2000 zł za Nordic Caba Explorera byłoby zdecydowanie nieprzemyślanym ruchem. Dla nas Qeridoo ma zdecydowanie wszystko czego oczekiwaliśmy i scharakteryzowaliśmy przed zakupem.

Praktycznie każdego dnia od momentu zakupu, z pominięciem weekendu u dziadków, robimy kilkugodzinne miejskie i podmiejskie wypady. Dzieciaki są w stanie coraz dłużej wysiedzieć bez stękania i marudzenia, co niezmiernie mnie cieszy, bo daje nadzieję na przyszłość. Nadzieję, że może w przyszłym roku wystartujemy w jakąś dalszą trasę i każde z nas wróci do domu z uśmiechem na ustach, a nie poczuciem zmarnowanego czasu, bólu czy niewygody.

Poniedziałek 29 sierpnia

Uwielbiam przejazdy ogródkami działkowymi, które zaczynają sie na końcu ul. Armii Krajowej przy estakadzie. Dzięki takiemu skrótowi omijamy praktycznie całą Krakowską i możemy śmiało dojechać do centrum przez Niskie Łąki. Wystarczy tylko przedostać się po kładce Siedleckiej nad rzeką Oławą i dojechać albo na ul. Międzyrzecką lub ul. Na Niskich Łąkach. To jedna z moich ulubionych tras. W poniedziałek zdecydowaliśmy się na wypad na Biskupin i do Parku Szczytnickiego, gdzie pod Halą Stulecia dzieciaki wyszalały się przy fontannach, a my napiliśmy się zdecydowanie zasłużonej tego dnia kawy. Jedynym mankamentem obranej trasy jest to, że zjazd z mostu łączącego Groblę z tyłem wrocławskiego zoo (wejście do ogrodu japońskiego) jest kompletnie nieprzystosowany do zjazdu rowerem, a tym bardziej przyczepką. Oczywiście nie jest to jakiś ogromny problem, ale wymaga od nas odczepienia przyczepki od roweru i osobnego zniesienia jej na dół. W przeciwnym wypadku byłoby to dość niebezpieczne. Ostatnio skorzystaliśmy z usług rowerzysty, który zaoferował nam pomoc w jej sprowadzeniu na dół. Dzięki! Jednym z ciekawszych odkryć, ale to w sumie podczas jednego z poprzednich wypadów, to niewielki plac zabaw w parku Na Niskich Łąkach. Znajduje się tam także boisko do siatkówki plażowej, na którym mam wrażenie, że ciągle odbywa się mecz między osiedlowymi seniorami…

Wtorek 30 sierpnia

Wtorek to dzień Stefciowych tańców w Hamaku. Dlaczego by nie wybrać się na Partynice rowerem? W pierwszą stronę miałem poważne obiekcje dotyczące przejazdu wiaduktem, będącego swojego rodzaju łącznikiem między Księżami, a Brochowem, bo brakuje tam jakiegokolwiek chodnika, nie wspominając o ścieżce rowerowej. W drodze powrotnej postanowiłem jednak zaryzykować. W drodze do Hamaku udaliśmy się ścieżką rowerową po ul. Armii Krajowej, odbijając najpierw w Bardzką, a później Świeradowską, by ostatecznie dojechać do Borowskiej, która tuż za przejazdem kolejowym przechodzi w Grota Roweckiego. Praktycznie cały czas mieliśmy do dyspozycji ścieżkę rowerową, całkiem szeroką. I jak nie kochać Wrocławia za takie udogodnienia dla rowerzystów? Wracając do domu zdecydowaliśmy się na jazdę węższymi ulicami, gdzie w niektórych momentach wiązało się to z jazdą w normalnym ruchu drogowym, ale było i tak całkiem bezpiecznie. Tutaj na uznanie zasługuje szczególnie ulica Terenowa, która biegnie wzdłuż torów od strony Grota Roweckiego i wypada na Buforową. Spodziewałem się drogi szrutowej, a zaskoczyłem się pięknie wylanym asfaltem i aktywnym kompleksem boisk do gry w piłkę i kosza. Ostatecznie ul. Gazowa i wiadukt nie okazały się tak straszne jak ją sobie wyobrażałem, choć i tak wolałbym tam mieć ścieżkę rowerową…

 Środa 31 sierpnia

Dzisiejsza wycieczka była jedną z odważniejszych jakich się podjęliśmy, mając na uwadze fakt, że wciąż jesteśmy rowerowymi amatorami. Tereny Świątnik, Mokrego Dworu, Trestna i Opatowic stały się nam wyjątkowo bliskie. Nie dość, że zaliczyliśmy tam kilka fajnych spacerów po wałach przeciwpowodziowych, to mieliśmy również okazję wcześniej pojeździć tamtędy rowerami. Tereny te przyciągają nas jak magnes przez wzgląd na dużą ilość dobrze utrzymanej zieleni, zbiorniki wodne i ogólne poczucie bycia na kompletnym odludziu. Niby miasto, ale w ogóle się tego nie czuje. Dzisiaj zdecydowaliśmy się na przeprawę jazem na wyspę Opatowicką. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że przejście jazem jest wąskie na 50cm i przyczepka tamtędy nie przejedzie. Ba! Kierownica rowera była zbyt szeroka by normalnie go przeprowadzić. Wszystko musieliśmy zatem przenosić nad głową. I tutaj chwała Bogu, że nasze Qeridoo waży zaledwie 13kg! Nie powiem, przeszło mi przez myśl czy doniosę ją na drugi brzeg. Później szybki przejazd obok parku linowego i wyjazd nową śluzą łączącą Wyspę Opatowicką z Biskupinem. Wspaniałe tereny. Postój zrobiliśmy w ZaZoo Beach Barze, gdzie dzieciaczki dostały lody, a my kawę i napój z Yerby. Świetne miejsce na odpoczynek nad Odrą – piasek, leżaczki, muzyka, atrakcje dla najmłodszych. Siedzieliśmy tak dobrą godzinę. Do domu wróciliśmy przez Groblę i ogródki działkowe – as usual :).

Powoli zaczynam żałować tylko jednego – że lato powoli dobiega końca i za niedługi czas będziemy musieli odstawić przyczepkę na przeczekanie do wiosny. Liczę jednak, że jesień będzie ciepła i wykorzystamy Qeridoo na maksa, bo mamy jeszcze masę miejsc do odwiedzenia!

=

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *