Hiszpania – Benalmadena (część 3)

Do Benalmadeny udaliśmy się bezpośrednio z Ojen. Uznaliśmy, że do domu na drzemkę dzieciaków nie zdążymy, więc lepiej dla wszystkich będzie jak zasną w samochodzie, a dzięki temu wykorzystamy drugą część dnia równie aktywnie. Nigdy nie przestanie mnie dziwić fakt, że taki Ignaś pośpi 30 minut w samochodzie i po przebudzeniu jest wystarczająco zregenerowany, by dotrwać do wieczora bez kolejnych drzemek.

Naszym głównym celem w Benalmadenie, miejscowości wchodzącej w skład aglomeracji Malagi, położonej w paśmie gór Sierra Nevada, był wyciąg kolejkowy „Teleferico”. Upatrzyliśmy sobie tą atrakcję turystyczną w drodze do Elvirii, bo nie trudno było przeoczyć małe wagoniki sunące w powietrzu po linie na jeden z najwyższych szczytów w okolicy – górę Calamorro. Na górze znajduje się przepiękny taras widokowy oraz niewielki rezerwat przyrody, w którym urzędują wszelkiej maści drapieżne gatunki ptaków. Rezerwat jak rezerwat. Z oddali widziałem ptaki, które wzbudzały respekt swoimi rozmiarami i siedziały gdzieś na głazie czy większym badylu, ale nie dałbym sobie ręki uciąć gwarantując, że były one wolnymi stworzeniami. Nie mogłem też tego zweryfikować, bo zamiast podejść i się z nimi przywitać, zdecydowaliśmy się na kilkunastominutową wspinaczkę na jeszcze wyżej położony taras widokowy.

Zacznę jednak od początku, bo ni to z gruchy ni z pietruchy, w dwóch zdaniach wspiąłem się na sam szczyt. W Ojen zawróciliśmy do Marbelli, z której mieliśmy zasadniczo dwie drogi do wyboru: A7 i AP7. Czym się różnią, poza tym, że jednak z nich jest płatna, a obie przebiegają równolegle wzdłuż wybrzeża Costa Del Sol? Zdecydowanie komfortem jazdy i widokami. A7 jest dwupasmową drogą szybkiego ruchu, gdzie natężenie ruchu jest mocno odczuwalne. Czasami trzeba bardziej zwolnić, gdy inny kierowca swoim niespiesznym tempem włącza się do ruchu z jednego z bardzo wielu podporządkowanych wjazdów. Droga ta przebiega przez większość nadmorskich miasteczek i jest to jedyna trasa, która ja łączy. Bywa zatem, że kierowcy krótkodystansowi nie mają wyboru pomiędzy A7 i AP7 i korzystają wyłącznie z tej pierwszej. AP7 dla odmiany, jako że biegnie w wyższych partiach gór, gwarantuje wspaniałe widoki na górskie miejscowości oraz przepiękne morskie krajobrazy. Ktoś kto ma w planach bezpośrednią jazdę np. z Malagi do Marbelli albo dalej na zachód, powinien choć raz wybrać się tą drogą. Cena przejazdu nie jest z kosmosu (parę Euro). Z kosmosu to są opłaty za A4 między Wrocławiem, a Krakowem.

Wybraliśmy A7 z trzech różnych powodów. Po pierwsze – bo raz jechaliśmy już AP7 (zupełnym przypadkiem) do IKEI w Maladze, po drugie – drugi raz nią jechaliśmy (zupełnym przypadkiem) z Marbelli prosto przed siebie, bo pomyliłem zjazdy i kosztowało mnie to dodatkowe 45min jazdy i parę euro na bramce, a po trzecie – chcieliśmy wolniejszą trasę licząc, że przejazd 50km dzielące Ojen i Benalmadenę będzie trwał minimum godzinę, tak by dzieciaki się wyspały w porze swojej drzemki. Nie obyło się bez przygód, bo genialny nawigator w mojej osobie, który bez sprawdzenia poprawności wpisanego adresu w GPS, zaprowadził całą wycieczkę na obrzeża Malagi (dokładnie pod IKEĘ). Zacząłem się zastanawiać nad poprawnością miejsca docelowego, gdy przejechaliśmy pod wyciągiem kolejkowym, a nawigacja w dalszym ciągu konsekwentnie powtarzała, że do celu mamy jeszcze mniej więcej 15km. Zatrzymaliśmy się po pierwszym możliwym zjeździe i stery przejął bardziej doświadczony pilot – Mariusz K. Mariusz K. jest znany z zamiłowania do map i globusów, dlatego jak tylko stanęliśmy pod szwedzką sieciówką, a Mariusz  wyciągnął globus Hiszpanii to już wiedziałem, że nie ma cienia wątpliwości jak dojechać do wyciągu Teleferico. Po 15 minutach staliśmy szczęśliwi u bram.

Sama podróż wagonikami trwa niespełna 15minut i jest warta każdego wydanego eurocenta. Z uwagi jednak na lekkie kołysanie wagonikiem podczas wietrznej pogody, dość strome podjazdy na niektórych odcinkach, nie polecam tego osobom cierpiącym na lęk wysokości. Widoki z każdym metrem stają się jeszcze piękniejsze. W sumie to nie bardzo wiadomo, w którą stronę patrzeć, bo każda z nich ma coś ciekawego do zaoferowania. Samo nabrzeże i miasteczka położone wzdłuż linii brzegowej, których granice trudno okiem wyłapać, bo się wzajemnie przenikają, robią niesamowite wrażenie. Bezkresne morze, które gdzieś na horyzoncie przechodzi w błękit nieba, kamieniste szczyty Sierra de Mijas – jednego z pasm górskich Sierra Nevady, połacie traw wysuszone niczym pobożonarodzeniowe iglaki, podchodzące do lądowania samoloty i wiele, wiele innych.

Gdy kolejka dojedzie na szczyt, dostępnych mamy kilka alternatyw na spędzenie tam czasu. Można podejść do miejsca, w którym urzęduje dzikie ptactwo i przekonać się czy naprawdę jest dzikie, cyknąć zdjęcia i być może załapać się na jakiś pokaz. Zjeść coś w kawiarni i rozkoszować się widokiem wschodniej części wybrzeża Costa del Sol. Można też wybrać jedną z kilku niełatwych, przynajmniej dla rodziców z małymi dziećmi, tras na sam szczyt Calamorro i doświadczyć zapierającego dech w piersiach widoku. Szczyt góry to mniej więcej 10m^2 skalnej powierzchni, na której można dokonać obrotu o 360 stopni i tym samym zagwarantować sobie przepiękne, panoramiczne obrazy, który wyryją się w pamięci. My podjęliśmy tę próbę wspinaczki, a obrót o 360 stopni uwieczniliśmy na Mariuszowym GoPro. Co ciekawe, jedynymi turystami jakichś spotkaliśmy na szczycie była para Polaków. Nie mogę nie skomentować trudu jaki Ania włożyła w wejście na szczyt z Ignasiem na plecach. Zrobiła to po mistrzowsku, bo bardzo wąskimi skalnymi przejściami, gdzie z jednej strony wyrastały kłujące osty, a z drugiej znajdowała się licha barierka, za którą wypadnięcie nie wróżyło niczego dobrego. Jednak przede wszystkim Ania pokonała jedną ze swoich słabości – swój lęk wysokości, a przynajmniej podczas tej wyprawy… 🙂 Stefki, rasowej górskiej koziczki, chwalił nie będę, bo to było do przewidzenia i całkiem naturalne, że skakała z jednej skalnej półki na drugą bez większego strachu i problemów…

Do domu wróciliśmy zmęczeni, ale z dużą ilością fajnych zdjęć i poczuciem, że bardziej aktywnie tego dnia być nie mogło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *