Bieżące wydarzenia 9

Zaledwie trzy tygodnie minęły od ostatniego wpisu z serii ‚bieżące wydarzenia’, a mam wrażenie jakbyśmy przebyli jakąś długą drogę, której odległość najlepiej wyraziłyby lata świetlne. Co nam przyniosły pierwsze tygodnie kwietnia?

  1. Stefcia nie zakwalifikowała się do publicznego przedszkola z „Familijnego Wrocławia”. Są jeszcze mikroskopijne szanse na to, że jakiś rodzic, którego dziecko otrzymało miejsce nie zdecyduje się posłać tam swojego dziecka i zwolni się miejsce dla nas. Wciąż jeszcze nie znamy wyników rekrutacji do publicznych przedszkoli, do których nabór prowadzi miasto. Jak to mówią nadzieja umiera ostatnia. W ostateczności wyślemy dzieciaki razem do niepublicznej placówki, bo na takie rozwiązanie również jesteśmy przygotowani. Będzie drożej, znacznie drożej, ale przynajmniej dzieci będą razem.
  2. W ubiegłym tygodniu gdy wychodziłem do pracy (a standardowo zamykam drzwi mieszkania około 6.30), cała familia była już na nogach. A raczej dryfowała na sennym pontonie w naszym salonie, bo lubię sobie wyobrażać, że nasza salonowa wersalka to łódka, a otaczający parkiet to bezkresne wody oceanu. Czasami tak się ze Stefką bawimy, że musi dopłynąć na łódkę i uratować się przed wygłodniałymi rekinami. Siedzi więc cała trójka na łódce w swoich piżamach, Anka jeszcze senna, Stefka zaczyna uskuteczniać swoje wygibasy, tylko Ignaś już nieco bardziej pobudzony. Żegnam się ze wszystkimi stojąc w przejściu z salonu do przedpokoju i zaczynam machać. Z głupia frant zapytałem Ignasia „Dasz tacie buziaka na do widzenia?”. Ten się zerwał w trzy miga, podbiegł do mnie tym wciąż jeszcze lekko chwiejnym krokiem i z otwartymi ustami przyssał się do mojego policzka. Surprise! Takie buziaki nazywamy „jamochłonami”. Chyba większość dzieci tak zaczyna je dawać. Mój mały chłopczyk po raz pierwszy sam do mnie przyszedł i dał mi buziaka! Od tego momentu korzystam z każdej nadarzającej się okazji, bo wiem, że okazywanie buziakowych emocji przez dzieci jest sinusoidalne. Stefka na przykład ma teraz etap wycierania ust po każdym buziaku.
  3. Wydaje mi się, że Ignacy coraz częściej zaczyna składać słowo „Tata”. Chociaż nie robi tego nigdy w chwili jak go o to proszę. Rzuca słowem „tata” jak mu się zachce. Na razie traktuję to nieoficjalnie, bo dopiero jak wypowie to słowo kierując je do mnie (czy to w akcie niezadowolenia, żądania lub prośby) to uznam, że identyfikuje to słowo z moją osobą 🙂
  4. Postanowiliśmy, że jak tylko przeprowadzimy się do Wrocławia kupimy tam Stefci rowerek z bocznymi kółkami. Nasza dziewczynka jest tak zdesperowana do jazdy, że musiałem z piwnicy wyciągnąć jej różowego Smobiego, który stał się dla niej już lekko przymaławy. Dostała go na pierwsze urodziny od swojego chrzestnego – wujka Jasia. Drugi, większy rowerek na czterech kółkach ma u dziadków. Ostatnio próbowała się na nim przejechać, ale nie szło jej to najlepiej. Wydaje mi się, że problem leży w samym rowerku z jakiegoś powodu, bo Stefci kuzynka – Emilka, która ma podobny rower i pięknie na nim śmiga również nie mogła ruszyć na Stefkowym. Zdecydowaliśmy, że wspólnie wybierzemy się do sklepu rowerowego, tam wypróbujemy różne modele i wybierzemy odpowiedni. A ten sprezentowany przez dziadków świetnie się nada podczas odwiedzin na wsi jak tylko Stefka nabierze wprawy w jeździe.
  5. Ostatnio na wszelkie bolączki duchowe i cielesne stosujemy bandaże i plasterki. Bawimy się w szpital polowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *